ACTA to wirus!
Wiele mówi się ostatnio o projekcie ACTA i zagrożeniach, jakie ze sobą niesie. Pojawiają się wśród nich histeryczne doniesienia, o potencjalnym ściganiu przepisów kulinarnych oraz filmów urodzinowych, gdzie w tle pojawia się “nielegalna” muzyka. Zapewniam Was, że nikt takich “utworów” nie będzie piętnował, sama ACTA zaś nie ma za zadanie zmiany przepisów regionalnych, dotyczących państw związanych umową. Nikogo nie obchodzą Wasze obrazki, nikt nie zamierza też zamykać YouTube ani Twittera.
Zagrożenia płynące z przyjęcia tego projektu są dużo poważniejsze, niż uniemożliwienie Kowalskiemu podzielenia się swoją radosną twórczością. ACTA to wirus, swojego rodzaju prawny backdoor, pozwalający na … permanentną inwigilację!
Do tej pory, aby uzyskać pozwolenie na podsłuchiwanie czy przeglądanie korespondencji osoby prywatnej, trzeba było zgłosić się do organów prokuratury i uzasadnić konieczność wszczęcia takiego postępowania. ACTA wprowadza “tylną furtkę”, pozwalającą na szpiegowanie osób prywatnych, skanowanie korespondencji i podsłuchiwanie komunikatorów, bez konieczności uzyskiwania dodatkowego pozwolenia od organów prawnych. Jednocześnie, uzyskane w ten sposób dane osobiste mogą być udostępniane, przetwarzane i składowane przez dowolne organizacje, które roszczą sobie prawo do własności intelektualnej.
Przyjęcie takiej ustawy wprowadza do systemu prawnego wirusa, którego konsekwencje mogą okazać się nieprzewidywalne, zarówno w zakresie gromadzonych danych, jak i przyszłego ustawodawstwa. Jeśli bowiem w jednej z ustaw istnieje prawnie umotywowane pozwolenie na szpiegostwo, równie dobrze, podobne zapisy, już bez dodatkowych kontrowersji, mogą zostać inkorporowane do kolejnych ustaw, co stwarza niebezpieczeństwo powstania policyjnej kontroli nad wolnością słowa i całą resztą swobód obywatelskich.
ACTA nie powstała w miesiąc – prace nad nią trwały już 2006 roku. Główne zarzuty wobec projektu mówią o niesprecyzowanych pojęciach i definicjach. Ręka w górę, komu wydaje się, że przez 6 lat nie da się sprecyzować założeń na tyle dokładnie, by rozwiać ewentualne wątpliwości, zarówno te pochodzące z opinii publicznej, jak i te legislacyjne? Oraz, że państwa zaangażowane w wejście regulacji w życie nie posiadają stosownej klasy ekspertów, którzy posiadają wystarczająco dużo wiedzy na temat Internetu, by stworzyć realną, ustawową podstawę wykonawczą, pozwalającą skutecznie realizować założenia prawa autorskiego?
Z mojego punktu widzenia, dużo trudniej jest się postarać, by sformułować niejasne zapisy w sposób, pozwalający na ich szeroką i dowolną interpretację. W dzisiejszym świecie nie ma większej władzy, niż ta pochodząca z posiadania informacji. Wprowadzenie projektu ACTA w życie pozwala na przeznaczenie dodatkowych środków na rozbudowanie infrastruktury, koniecznej do przetwarzania i skanowania olbrzymiej ilości danych, jaka przekazywana jest codziennie na całym świecie. Bo jeśli chodzi o realizację ustawy w zakresie wykonawczym, to naprawdę nie widzę możliwości ścigania Kowalskiego, za filmik na FB, w którym w tle leci Coldplay.
Poza wszystkim, ACTA to nie tylko Internet – to również tańsze zastępniki produktów we wszystkich segmentach rynku – od żywności, przez leki i ubrania, na elektronice skończywszy. Jako osoba, które produkuje sporo treści objętych prawem autorskim, nie zgadzam się, żeby chroniła mnie ustawa sformułowana w sposób, zagrażający poczuciu bezpieczeństwa i prywatności innych użytkowników Internetu.
Mówi się, że ludzie którzy nie mają nic na sumieniu, nie mają nic do ukrycia. To półprawda, która jest podstawą do stworzenia kłamstwa. Gdyby tak było, chodzilibyśmy z numerami naszych kont wypisanymi na T-Shirtach. Nikomu nic do tego, co wysyłam do swoich znajomych i przyjaciół i jakie informacje z nimi dzielę. A już na pewno nie życzę sobie, żeby moje dane były ujawniane pazernym korporacjom i podejrzanym instytucjom – w żadnym celu, określonym czy nie.
Takich “backdoorów” w naszym ustawodawstwie jest już wystarczająco dużo – każdy z nich pozwala na coraz szerszą ingerencję w życie prywatne i rodzinne obywateli. Wprowadzanie kolejnych może sprawić, że któregoś dnia obudzimy się w państwie Orwella, gdzie ręce wielkiego brata będą sięgały wszędzie. I kto wtedy będzie “Pod wrażeniem” ?







