Młoda kazała się obudzić z samego rana, żeby się na pewno nie spóźniła, bo jeszcze ma wstąpić po początkującą koleżankę i zaprowadzić ją na przystanek, na którym zatrzymuje się szkolny autobus. Wcześniej, przez cały weekend, wydawała dyrektywy w zakresie zapasów żywnościowych: jogurty takie i śmakie, owocki nie w tej polewie, tylko w innej, woda o smaku wiśniowym nie pomarańczowym. Przecież do szkoły idzie! Głodna chodzić nie będzie!
Z samego rana wbiła się w wyjściowy mundurek, nadziała białą odprasowaną i krawat, splunęła na buty i sprawdziła czy błyszczące. Spakowała lunch, pardą – śniadanie i kazała sobie zegarek pokazać, czy już czas zabrać tyłek za drzwi.
Gdy czas właściwy nadszedł, zarzuciła diddla na plecy i udała się po koleżankę Jodi, która to ma dopiero w tym roku zapoznać się z radościami uczęszczania do High School. Przeciąg się zrobił, drzwi trzasnęły i tyle jej było.
Po pięciu minutach, zrobił się kolejny przeciąg. Młoda stanęła w drzwiach, zataczając się ze śmiechu i wycharczała:
- Wiesz co mama? Ja to chyba idę do szkoły dopiero w przyszły WTOREK!
I padła na ziemię, prezentując doskonały wizualnie przykład akronimu ROTFL.
Nie, żebym wykazywała się jakąś ignorancją w zakresie kalendarza szkolnego młodej. Przez pół wakacji mówiłam, że ten drugi września to mi jakoś nie pasuje i że ma sprawdzić online. Powiedziała, że sprawdzała, a ja jakoś jej tak na słowo uwierzyłam, czujność rodzicielska musiała wtedy drzemać lub ulegać deszczowej, otępiającej pogodzie. No i masz babo falstart.
Co gorsze, młoda posadziła zadek na fotelu i szpetnie zaklęła pod nosem:
-Damn! Jeszcze pięć dni! Ja tu chyba UMRĘ!
Ona nie jest najwyraźniej normalna. Które normalne dziecko narzeka, że ma jeszcze pięć dni wakacji?! Zakomunikowałam jej swoje wnioski:
- Wiesz co? Ty chyba nie jesteś normalna!
A ta mi na to:
- Mama, w tym domu nikt nie jest normalny!
No żesz Cię!
Co było robić. Rozpakowała lunch, zeżarła jogurta, popchnęła owockami w polewach o różnych smakach, odbezpieczyła wiśniówkę i poszła gadać z innymi nastoletnimi wariatkami online.
Właśnie do drzwi zastukała Jodi. Panienki popatrzyły po sobie i parsknęły śmiechem. Młoda zarzuciła worek na plecy i poszła zrywać śliwki, bo znalazły panny nowe drzewko. Jeżyny jakoś nie przypadają jej do gustu. Jakby naniosła jabłek, to może zrobiłabym w słoikach.
No to pa.
Tags: kuriozum, szkoła, Zwykła ulica












September 2nd, 2010 at 10:03 pm
- a ja się już wystraszylem, że o jakiś inny falstart chodzi…daj nam Boże takie falstarty. Można też widzieć falstart w kategoriach swoistego prekursorstwa, a jak czytam w danych zapiskach:
…któż doceni prekursorów
w dobie piksli i kursorów…
Poza tym dwie sprawy są dla mnie ważne:
- mundurek etc. atrybuty oraz sama szkoła nie są traktowane, mówiąc oględnie, jako dopust boży.
- zdjęcie. Ta sama Osoba, a jakże inny niż z lat dawnych pamiętam nastrój. A ten spokój Osoby na zdjęciu przypomina mi klimat (nie fabułę) obrazu “Patrol Powstańczy” Gierymskiego. Niby się nic nie dzieje…tam – trzech facetów na koniach na pustej, piaszczystej drodze, u spotkanego dziada zasięgają języka, tu – wnętrze i spokój miłej, skupionej buzi jakby to nowoczesny jakiś Vermeer uchwycił, ale jak się coś dziać zacznie….
serdecznie, z pamięcią
J+A
September 3rd, 2010 at 7:24 am
Dobrze, że w kominku się nie paliło, bo zdjęcie byłoby mniej spokojne ;-))) Dziecię generalnie wyszło fajne, pyskliwe jak trzeba, swoje zdanie ma, młodszymi się opiekuje, kotom żarcie wynosi i oburza się na niesprawiedliwości tego świata. Może co dobrego z niej wyrośnie, jeśli wcześniej nie zdemoluje całej planety;-)
A tak już na poważnie, młoda dziękuje za pamięć i również pozdrawia. Się jej zebrało na wspominki.
September 3rd, 2010 at 8:02 am
Doskonały wpis :). Dzięki za sporą dawkę humoru z rana :)
September 3rd, 2010 at 8:28 am
;-) Nie ma za co, polecamy się, itd. ;-))))