Posts Tagged ‘ACTA’

January 31 2012 6 Comments

Było sobie państwo

Nie dajcie się zwieść – z natury jestem przyjazna otoczeniu. Uważam, że ludzie powinni do siebie z sercem, przyjaźnie, z szacunkiem i takie tam. Ale raz na jakiś czas, po przedawkowaniu głupoty i ignorancji, miewam efekt uboczny w postaci erupcji wulkanicznej. Po prostu rozsadza mnie od środka. Roztopione masy skalne wylewają się na zewnątrz, prycham popiołem i wieszam sobie na klatce kartkę z napisem “Niebezpieczeństwo!”.

Kiedyś, bardzo dawno temu (historycy – spocznij, to wersja obrazowa! Tak wiem, że małpy żyją w stadach.), jeden z drugim pierwotny człowiek skumał, że w kupie raźniej. To znaczy, że: nie jest nudno, łatwiej upolować mamuta, łatwiej obronić już upolowanego mamuta przed innymi pierwotniakami i łatwiej go zatargać do jaskini. Jak jeden śpi, to drugi może czuwać a poza tym, jak przyjdzie pojedyńczy pierwotniak kraść mamuta, to mają liczebną przewagę w maczugach.

Na nieszczęście, inni też zrozumieli, że więcej to lepiej niż mniej, zaczęli więc zbijać się w większe grupy, w związku z czym, po jakimś czasie, czterech przychodziło kraść mamuta, a dwójka szukała kolejnych chętnych do spółdzielni i zaraz robiła się z nich szóstka. I tak dalej, i tak dalej. W końcu z grup utworzyły się plemiona, plemiona osiedliły się na wybranych przez siebie terenach, ogrodziły się palami i kamieniami i zakrzyknęły gromkimi głosami: “Nasze!”. W ewolucyjną chwilę potem, powstały miasta, państwa, zjednoczenia i w efekcie mamy całą ziemię, wodę i powietrze podzielone na obszary należące do kogoś. No właśnie, do kogoś. Do tego “Państwa”. I tu robi się zabawnie, bo jeśli spróbujemy dookreślić, czym to Państwo jest, to zaczynamy pogrążać się w oparach absurdu. Bo Państwo, to teoretycznie “MY”. Znaczy się ja, ty, on, twoja sąsiadka, pani Zosia z kiosku na dole i urzędniczka w banku. My jesteśmy “Państwem”. Demokratycznym. To z greckiego: demos + krateo =władza ludu.

Przedziwnym jedank trafem, wszyscy słyszymy, że “Państwo” coś zdecydowało. Podniosło podatki. Uchwaliło ustawy. Zmieniło wiek emerytalny. To państwo, to jakiś wirtualny twór zatem! Bo ja tam o niczym takim nie decydowałam! W grupy się moi przodkowie zbijali nie po to, żeby było gorzej, ale żeby było lepiej – bezpieczniej, dostatniej i nie tak nudno. W rezultacie, otrzymujemy twór, w którym podlegamy prawom i mamy obowiązki. Ktoś chętny do wymieniania przywilejów?

Więc po kolei: Od dziecka podlegamy obowiązkowi nauki. Żebyśmy mogli potem dobrze pracować na korzyść “Państwa”. Sprawdza się naszą obecność, wydolność intelektualną, kompetencje rodziców. Podlegamy nakazom i zakazom prawnym, bo dzieci już nie można wychowywać tak, jak się chce, tylko jak należy. Jak nie, zajmą się nami sądy, psychologowie i “opieka społeczna”. Następnie mamy pracować. Wykonywać usługi na rzecz społeczeństwa. Przez całe życie, z owej pracy płacimy składki i podatki, które mają nam zapewnić prawidłowe funkcjonowanie wirtualnej, państwowej ochrony oraz zapewnić emerytalną przyszłość i ochronę zdrowia.  Jednak państwo mówi nam, że pomimo tego, że przez całe życie płacimy do wirtualnej kabzy, to nie ma na nas pieniędzy. Należy więc podnieść wiek emerytalny, żeby przypadkiem ktoś się nie załapał, na tą i tak już  głodową emeryturę. Krótko mówiąc, mamy pracować a potem umrzeć. Żeby nie obciążać skarbu państwa.

Uczyć się —-> pracować —–> umrzeć.

Fajna perspektywa, nie ma co. To samo z ochroną zdrowia – w teorii jest, w praktyce kolejki do okienka jak za PRL. Jeśli ktoś jest chory, to potrzebuje pomocy teraz, a nie za 9 miesięcy, jak będzie wolne miejsce u specjalisty! Leki określone ustawowo i płatne. To na co idą te kolosalne miesięczne składki z ubezpieczenia zdrowotnego, skoro i tak trzeba płacić?! Skoro starych ludzi i tak odsyła się do domu, żeby umarli w spokoju, bo nie opłaca się ich leczyć?!

To po to moi pierwotni przodkowie zbijali się w te grupki i dzielili mamutem?!

Ale to nie wszystko – podstawą funkcjonowania “Państwa” jest prawo i wszystkie głąby ochoczo rwą się do jego formułowania. Najlepiej tak, żeby go nikt nie rozumiał i żeby można było dowolnie owo prawo interpretować. Państwo rwie się do kontrolowania wszystkich aspektów życia – ingerowania w podstawową jednostkę społeczną, jaką jest rodzina, decydowania kto z  kim może żyć i kto może się rozwieść, co wolno dzieciom a czego nie wolno, ograniczania władzy rodzicielskiej i co za tym idzie uniemożliwiania wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

Ale przecież nie ja, nie ty, nie Pani Zosia, tylko owo “Państwo”! Czyli kto do diabła?

Ale to jeszcze nie wystarczy. Kiedyś pierwotniak szedł i widział jaskinię. Jak nie było w niej innego pierwotniaka, to sadzał w niej tyłek, odkładał maczugę w kąt i była jego. Państwo sprawiło, że jest lepiej – wszystko do kogoś/czegoś należy. Jak chcesz mieć własny kawałek jaskini, to już na wstępie musisz się zadłużyć na całe życie. Trafiony-zatopiony. A jak po 20 latach stracisz pracę, to również jaskinię. Nie ma zmiłuj. Jak dobrze pójdzie, twoje długi będą spłacały dzieci i wnuki. Ucz się, pracuj i umieraj. A “Państwo” się kręci.

Ale to jeszcze nie wszystko. Bo “Państwo” ciągle szuka nowych metod kontroli, żeby im się ktoś spod skrzydełek nie wyrwał. Numerki, cyferki, karty, kolejki do okienek. Informacja to potęga. Więc ciągle szuka możliwości zdobycia owych informacji o “Obywatelach”. Aktualnie w Internecie (Wiedzieliście, że do tego dojdzie – prawda?). Setki tysięcy ludzi protestuje przeciwko wprowadzeniu prawa, a “Państwo” i tak wprowadza. Nie ja, nie ty, nie Pani Zosia. To kto do diabła?! I tłumaczą się przy tym mętnie, że nie wiedzieli. Nie wiedzieli? Jasne, że wiedzieli! Tylko ten dostęp do informacji publicznej…

A tymczasem, okazuje się, że plany są zakrojone na dużo szerszą skalę. Nie moją, nie twoją, tylko jakiegoś ABW i to dla naszego dobra. Prawo telekomunikacyjne dołoży nam retencją danych. Urzędasy dobierają się do Allegro – już niedługo będziemy płacić za to że sprzedaliśmy i kupiliśmy używane majtki. Ja nie chcę, żebyś TY płacił podatek od tego, że coś kupiłeś! A czy ty chcesz, żebym ja płaciła? Za chwilę oznajmią kolejny kryzys – widział ktoś kiedyś kryzys na oczy? Kryzys jest bardzo skomplikowany – jednego dnia jest, drugiego go nie ma. Wystarczy ogłosić coś i sam się zrobi. A niebo nad nami takie samo, góry wysokie, wody głębokie.

Za to z tego nieba spadają czasem niebieskie kulki, a nadmorskie miejscowości zalewa piana niewiadomego pochodzenia. Hej ho! Za wiedzą, czy bez wiedzy “Państwa” ?

Skoro owo “Państwo” to Ty i ja, to co My mamy zrobić z tym całym bałaganem? Bo we mnie budzi się wulkan.