Posts Tagged ‘auto’
8 dni do Świąt
Samochodu lepiej nie mieć. To jak z dowcipu, w którym na problemy mieszkaniowe Rabbi poleca Ickowi zaadoptowanie kozy, następnie zaś pozbycie się kozy. Od razu lepiej. Niestety, w miejscu w którym mieszkam, nie da się samochodu nie mieć. No chyba, że jest się maratończykiem, albo lubi wstawać o 4 rano, żeby dotrzeć na piechotę do pracy. Ja nie lubię.
Jakieś dwa tygodnie temu, wybierając się do pracy i odpalając auto, usłyszałam metaliczne “łubudu” gdzieś z tyłu samochodu. Zgasiłam, wyszłam, obeszłam dookoła. Tłumik wyglądał jakoś dziwnie. Zwisał nisko. Kopnęłam drania. No jasne, że urwany.
No to do mechanika, który szczęśliwie miał czas, żeby przyspawać urwany zaczep. Odebrałam auto z tłumikiem na właściwej wysokości. Odpaliłam. Ruszyłam. I pojawił się DŹWIĘK. No dobra, słowo dźwięk nie oddaje rzeczywistości. Wycie. WYCIE. Rezonujący, zestresowany dźwięk metalu naprężanego wbrew jego woli. Głośny jak jasna cholera. Hm?
Wycieczka do mechanika raz jeszcze. Samochód się nagrzał i wył jakoś mniej. Umówiłam się na wizytę. Przyjechałam. Posłuchał. Pocmokał. Umówił się na “za tydzień”. No żeby Cię! Ludzie się za mną na ulicy oglądają!
Wizyta była umówiona na dzisiaj. Zostawiłam mu auto i jak nie zlikwiduje wycia, to sam będzie wył, jak go będę ze skóry obdzierała. Bardzo powoli.
Pada śnieg. Wielkie, mokre płatki. Topią się zaraz po dotknięciu ziemi, więc nie wygląda na to, że będą ” białe święta”. Nic a nic.
Kartki nadal czekają na wypisanie, wsadzenie w koperty i rozdanie zainteresowanym. Prawie wszystkie teksty już oddane. Jeszcze jeden wysiłek i koza zniknie z akomodacji. Jedna z kóz. Kilka jeszcze zostanie do oddania. Nie mniej, wszystko mnie wkurza. Jakby mnie ktoś w tyłek igłą dźgał. I to nie choinkową.
Jadę odebrać samochód. Jeśli będzie dalej wył, lepiej się do mnie nie zbliżać. Dla własnego bezpieczeństwa.







