Posts Tagged ‘DRM’

September 28 2010 3 Comments

Do iBookStore podejście drugie

Skoro już przyszła jesień, wiatr hula w kominach, za oknami mgła taka, że można ją kroić nożem, myśli kierują się w stronę rzeczy jesiennych. Ciepłych papci i sweterków. Ziołowej herbaty. Syropu z prawdziwej róży, jabłek z cynamonem w słoikach – bezpiecznie zamkniętych – oraz, oczywiście, książek.

Uwielbiam zaglądać do księgarni, a jeszcze bardziej – do antykwariatów. W naszym miasteczku jest taki jeden – w bocznej uliczce o wdzięcznej nazwie White Lion Walk. Drewniane regały, kanapy do siedzenia, kubki, atrament, zakładki – jednym słowem – raj. Można się jeszcze wdrapać na górę, po wąskich kręconych schodach, do składowiska – tam książki leżą wszędzie,  nawet na kanapach. I ten zapach. Zapach książek, papieru. Tego nowego, prosto z księgarni i tego starego, niosącego ze sobą powiew historii, ludzi, którzy trzymali książkę w rękach, przewracali strony, odkładali ją wieczorem na nocnym stoliku lub czytali, z wpiekami na twarzy, do białego rana.

W księgarniach, ludzie wydają się inni. Uśmiechają się do siebie tajemniczo, jakby dzielili wspólny sekret. Nawet w sieciowym Waterstones można klapnąć sobie na środku podłogi i pogrążyć się w lekturze.

Waterstones

Zerkam więc co jakiś czas na regał z książkami, bo przecież zapas książek na zimę jest tak samo ważny, jak zapas herbaty czy rozgrzewających soków.

Jak wiadomo, zima u nas powoduje całkowity paraliż komunikacyjny. Trzeba więc mieć jakiś sposób, by pozyskać książki w warunkach ekstremalnych, kiedy jedyną rzeczą do zrobienia jest zamknięcie drzwi, okrycie się kocem i wycieczka do świata wyobraźni. W tej sytuacji, posiłkować się można książkami elektronicznymi, zwłaszcza, że pojawiają się w czytniku szast-prast i można natychmiast delektować się lekturą.

Aplikacja iBooks

Oczywiście, elektroniczne słowa nie zastąpią komfortu obcowania z wydaniem papierowym. Tekstury, gramatury i zapachu. Jednak żyjemy w nowoczesnym świecie i można nawet sobie wmówić, że takie rozwiązanie jest bardziej ekologiczne i ratuje życie kilku drzew.

iBookStore znajduje się jeszcze we wczesnym stadium rozwoju. Postanowiłam ignorować go przez jakiś czas, jednak nie sposób ignorować długo miejsca, które dostarcza książek. Zajrzałam więc tam ponownie. Tak tylko, rzucić okiem.

Przede wszystkim, Apple ciągle dodaje nowe pozycje. Poprzednim razem skarżyłam się, że książki elektroniczne są tam w tej samej cenie, co pełnoprawne, drukowane publikacje. Chyba nie tylko ja miałam takie odczucia, bo ceny nieznacznie spadły, pojawiły się też pozycje groszowe, w cenach 0,99 funta. Natomiast całość jest ciągle jeszcze mało czytelna.

iBookstore to możliwość błyskawicznego pozyskania książek

Brakuje przejrzystego sposobu przeszukiwania bazy – nie zawsze bowiem poszukujemy konkretnego tytułu czy autora. Czasami, szukamy po prostu czegoś do czytania, przychodzimy pooglądać półki, jak do normalnej księgarni. Nasze oczy przyciąga okładka, lub notka na półce – często obok publikacji zupełnie nieznanego nam autora.

Niestety, dostępny system przeszukiwania nie pozwala nam na kompleksowe zapoznanie się z tytułami w kategoriach. Przeglądanie kategorii daje odmienne rezultaty, niż te uzyskiwane po wpisaniu konkretnego tytułu lub autora. To samo dzieje się w przypadku poszukiwania przy użyciu słów kluczowych. Pozycja, która zdaje się nie występować w bazie po przeszukiwaniu kategorii, okazuje się być dostępna, po wpisaniu jej pełnego tytułu lub autora.

Przydatna natomist okazuje się funkcja pobrania “sample”, pozwalająca zapoznać się z treścią książki, dokładnie tak samo jak w zwykłej księgarni i nie kupować kota w worku. Opisy i prognozy nie zawsze są adekwatne i książka, która po przeczytaniu opisu wydaje się być mało interesująca, po zapoznaniu się z fragmentami okazuje się być wciągającą lekturą.

Jak już wspominałam w poprzednich felietonach, iBookstore ma szansę stać się wspaniałym narzędziem, jednak ciągle nie usprawiedliwia zakupu iPada, w jego szalonej cenie – ponieważ żadnego innego zastosowania, poza czytaniem książek, dla niego nie znajduję. Biję się z myślami, jednak ostatecznej decyzji jeszcze nie podjęłam.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że nowa edycja iPada będzie, jak zwykle w przypadku produktów Apple, odrobinę droższa od poprzedniej, a jeśli iPad ma być tylko czytnikiem książek, to lepiej go kupić teraz, po niższych kosztach. Jednak jest jeszcze trochę czasu, a może wystarczy poczekać na nową edycję i zakupić używany, kiedy ich ceny w drugim obiegu w końcu spadną?

W końcu, Gwiazdka już niedługo.

Ciągle mam nadzieję, że Apple umożliwi czytanie książek zakupionych w iBookStore na komputerach stacjonarnych. W końcu mamy taką możliwość w przypadku audiobooków i muzyki. Takie podejście wydaje się być logicznym rozwiązaniam. Niestety, zdaje mi się, że Apple stara się napędzić sprzedaż urządzeń mobilnych – iPhone’a i iPada, poprzez ekskluzywny dostęp do treści z iBookstore wyłącznie na platformie mobilnej. Do tego nieszczęsny “Fair Play” - makowy DRM. Nie można załatwić tego tak samo, jak w przypadku muzyki? Przez podpisanie ściągniętej książki danymi użytkownika? Czasem taka świadomość działa zdecydowanie lepiej, niż tysiące nakazów i DRM-ów.

Szanowne Apple, kroczek w kierunku użytkowników?