Posts Tagged ‘iPhone’

September 30 2010 10 Comments

iPhone i samochodowa rutyna

Wczoraj, wsiadając do samochodu, złapałam się na tym, że za każdym razem wykonuję te same czynności. Startuję silnik, szukam po podłodze kabla, podpinam iPhone’a, wybieram playlistę, wrzucam muzykę, wrzucam iPhone’a na półkę pod radiem i gotowe.

Przyszło mi na myśl, że niektórzy ludzie, instalują w samochodach “super-hiper-nowoczesne” zestawy grające, takie z bluetoothem, grające i odbierające połączenia jednocześnie, 5.1 i wszystko, co technika jest w stanie obecnie zaproponować.

A ja nawet radio mam stare, takie jeszcze kasetowe. Zastanawiałam się czy zmienić, ale ono mi się po prostu podoba. Naprawdę! Ma taki fajny kolor, jakiego już nie produkują i urok starocia. Nie jarzy się w samochodzie jak psu … przepraszam, jak choinka. Można podłączyć zmieniarkę płyt, ale po co? Przecież i tak używam iPhone’a?

Taki jest właśnie problem, ze zmianą radia. Oczywiście, można sobie kupić sprzęt odtwarzający wszystko, tylko po co? Płyt z mp3 nie nagrywam, bo wszystkie urządzenia w domu mają wejścia na iPhone’a i iPody. Poza tym, wożenie ze sobą masy płyt to nie mój kawałek tortu. W iPhone’ie mam całą bibliotekę, i mogę wybierać w zależności od nastroju i humoru. Mam więc swoje antyczne, stylowe, kasetowe radio i iPhone’a.

Niestety, iPhone sam z siebie do radia nie nadaje, a i radio nie transmituje muzyki w eter bez pomocy. Mam więc też kabelek, który to umożliwia – o, takiego Belkina:

Kabelek Belkina wysyła muzykę w eter.

Są oczywiście nowocześniejsze rozwiązania, większość z nich opisuje Norbert, na łamach magazynu MJ. Oczywiście czytam pilnie. I co? I nic. Mam gdzieś iTrip z pilotem, ale kto by w czasie jazdy pilota szukał? Mam też trzymadełko, ale wszędzie z nim niewygodnie. To za blisko nawiewu, to nie po tej stronie, to niewygodnie obsługiwać. Półeczka pod radiem i tradycyjny kabel spisują się świetnie, jak pasażer chce pogrzebać w iPhone’ie, to nie macha mi rękami przy biegach i kierownicy. A na mojej wsi nie lata tak wiele fal, żeby były problemy z obsługą transmittera FM.

I tak sobie koegzystujemy w pokoju – autko, kabelek, stare radio i ja. A jak czasem mam nastrój, to wrzucam składankę na kasecie, która zawsze ze mną podróżuje. Wtedy z głośników leci “Half Breed” Cher, a na lusterku powiewa łapacz snów.

I jest nam dobrze.