Posts Tagged ‘Maki i Maczki’
Król Lew – subiektywnie (OS X Lion)
Pociągneliśmy kotka. Tłukł się po sieci ze 24 godziny, ale to akurat nie jest wina serwerów Apple, tylko mojego kaprawego, wiejskiego łącza. To jedna z nielicznych wad mieszkania na zabitej dechami wsi, którą zresztą utożsamia się tutaj z brakiem pubu w zasięgu wzroku, osiedlowego sklepu i kościoła. Ja utożsamiam ją z brakiem porządnego łącza do sieci i relatywnie skutecznego pokrycia 3G.
Kotek zainstalował się lewą ręką przez prawą nogę, kłamał w czasie instalacji i spóźnił się o pół godziny. Trzeba się było nie anonsować w trakcie, Panie Kocie! Pojawiło się jakieś takie zaokrąglone okienko logowania i jest. OS X Lew. Jego najwyższa wysokość. W zasadzie, to na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło, poza tymi paskudnymi, nowymi ikonkami w docku – Launcher i Mission Control. W komentarzach w Mac Store narzekali, że strasznie zwalnia – pewnie nie zauważyli nerwowo mrugającej kropeczki Spootlighta, tłukącego pliki na dysku. Nie wiem jak długo tłukł, bo zostawiłam go w spokoju i wyszłam z domu. Jak wróciłam – już jej nie było. I przestało zwalniać.
Następnego dnia zabrałam się za odkrywanie owych 200 nowych systemowych funkcji. Kilka odkryłam od razu i niektóre wcale mi się nie spodobały. Jak na przykład debilne animacje. W Mailu. Ja naprawdę rozumiem, że jak się wysyła jednego maila dziennie, to przyjemnie obserwować, jak po kliknięciu w “odpowiedz” kartka odrywa się od płaszczyzny ekranu i miękko ląduje na środku. Za to jak się ma kilkanaście maili do napisania, z każdym kolejnym owo odrywanie się działa na zerwy bardziej i bardziej. Na szczęście, są ludzie zaprawieni w terminalowej magii i takowych znam! Udawszy się po pomoc na Facebooka błyskawicznie zostałam poinstruowana jak się draństwa pozbyć, odprawiając unixowe rytuały (należy odpalić terminal, wkleić poniższe i klapnąć ENTER):
defaults write com.apple.Mail DisableReplyAnimations -bool YES
Jeśli zaś chcemy pozbyć się animacji w czasie wysyłania poczty, to samo odprawiamy z poniższą komendą:
defaults write com.apple.Mail DisableSendAnimations -bool YES
Pomógł Grzegorz Wilk – serdeczne dzięki!
Nowy Mail średnio mi się podoba – na 13 calowym ekranie robi się straszny bałagan, zwłaszcza, że używam zakładki “Inbox” bo w ten sposób dzielę swoją korespondencję. Krap. Za to bardzo podoba mi się iCal i Książka Adresowa – ktoś tam w końcu pomyślał i kalendarz wygląda jak kalendarz, a adresownik – jak adresownik. Mniamuśnie.
O ile samo Mission Control jest jakieś takie, mało czytelne, to podoba mi się sposób przełączania pomiędzy pulpitami. Zawsze traciłam kontrolę nad Spaces. Launchpad z kolei – na litość Wielkiego Ducha! – zmusza do wykonywania wykopków archeologicznych. Moje programy siedzą na dysku od niepamiętnych czasów, przysłonięte kurzem instalacji kolejnych systemów. Król Lew, zaraz po instalacji, informuje które programy są niekompatybilne z nowym systemem i przenosi je do stosownego, osobnego folderu. W moim przypadku był to ‘Defaults Folders’ – rozstałam się z nim bez żalu. Bye! Za to resztę trzeba było posprzątać, bo nie sposób poruszać się po kilku stronach z aplkacjami, które nie siedzą w przyjemnych folderkach. Co dziwne, Launchpad sam poukładał helpery pakietów Office w osobne katalogi. Może to tak dla przykładu? How the ‘Good’ looks like?
Musiałam założyć dwa foldery o nazwie “Mało używane”, bo w jednym wszystkie archeologiczne wykopki się nie zmieściły. Co prawda powinnam je nazwać: “Nie mam do cholery bladego pojęcia po co, skąd, kiedy i po co wzięłam te aplikacje. Nie wiem też do czego służą!”, ale zdało mi się to nieco infantylne. Bawiłam się z porządkami dobre dwie godziny, goniąc po ekranie uciekające katalogi i zmieniające miejsce programy. W końcu doszłam do jakiego-takiego ładu. Teraz tak zostanie, bo do uruchamiania aplikacji i tak używam Spootlighta. Szybciej jest!
Po zabawie z Launchpadem odeszła mi ochota na poznawanie systemowych, nowych ficzerów. Zajrzałąm sobie tylko do Versions – bardzo mi się podoba! Jako, że zawsze mam milion wersji aktualnie tworzonego dokumentu, odpowiada mi niezmiernie osobisty asystent, który bez mojego udziału zachowuje poprzednie wersje i podaje, jak na tacy. Również brak konieczności pamiętania o klikaniu w ‘Save’ może okazać się przydatny, bo zawsze klikam dwa razy – na wszelki wypadek!
Mimo wszystko, odczucia związane z nowym systemem mam mieszane. Niby wizualnie niewiele się zmieniło (to plus), ale zauważalne zmiany są nie do końca pozytywne. Zbyt absorbujące ekranowo. Mam nadzieję, że po uruchomieniu iCloud zyska on sporo na funkcjonalności. W zasadzie na to właśnie czekam – do jesieni. Wtedy również zamierzam zrobić upgrade do nowego iPhone’a i nadal nie kupować iPada.
Już od dość dawna, z mniejszym entuzjazmem przeżywam wypuszczanie nowych systemów. Kiedyś, każdy upgrade był prawdziwym wydarzeniem – dziś to codzienność, na którą oczekuje się z drżącymi kolanami. Nie – nie z emocji! Ze strachu! A nóż-widelec tym razem coś bardzo popsują?!
Dawać już tego iOS5. Prędziutko. Zeby znowu można się było cieszyć!








