Posts Tagged ‘PC’
Jeśli nie Mac, to co?
Drugą rzeczą, zaraz po komórce, bez której Nastolatka Młodsza traci głowę, jest komputer. Oczywiście wali w klawisze jak szalona fretka, gnana pragnieniem natychmiastowego kontaktu ze wszystkimi swoimi koleżankami. Najlepiej jednocześnie.
Nie wychodzi to na zdrowie laptopom, które z założenia są sprzętem raczej delikatnym. Ale co na ten temat może wiedzieć młode pokolenie, które nie pamięta czasów, w których komputery nie istniały? Z zasady lubię swój komputer i traktuję go przyjaźnie, więc z prawdziwym żalem patrzyłam, jak włączają mu się wiatraki i stęka boleśnie pod naporem komunikatorów, flashowych gier i innych cudów nastoletniego świata. Nie wspominając już o tym, że po takiej sesji aplikacje odpalały się godzinami i nawet przeglądarki internetowe odmawiały współpracy.
Postanowiłam więc – młoda musi mieć własny komputer, zanim zabije mój. Zwłaszcza, że w szkole bez komputera się nie da, ze względu na te wszystkie prace domowe, do odrobienia w systemie on-line.
Tak się złożyło, że w domu zalegał na półce laptop. Znaczy się pecet. Tak – pecet. PECET. Taki komputer, tylko inny. Dziwny trochę, ale też ma okienka. Nikt go w domu nie lubił, bo nie był Makiem. Przybłąkał się kiedyś i został. Pomieszkiwał w kąciku i służył do prezentowania różnych rzeczy – np. w artykule do Magazynu MJ: “I’m Mac and I’m Mac too”, gdzieś w roku 2008.
O, tak wtedy wyglądał:
Skoro i tak nikt go nie używa, to szkoda jego dwurdzeniowego procesora. No i pewnie mu tak smutno, samemu na półce. Co prawda Młoda nie zasłużyła na taki przejaw matczynej dobroci, ale niech ma. Dla dobra ogółu, rzecz jasna.
Poszedł więc pod nóż system, wyrżnięty do zera i postawiony od nowa. Czyściutki i szybciutki XP się zainstalował. Nadszedł czas na zainstalowanie programów, ustawienie kont i generalną personifikację sprzętu. W sumie, komputer ma być dla dziewczynki. Pierwszą rzeczą, po którą wyciągnęłam wirtualną dłoń, była przeglądarka Google Chrome, dostępna również dla IntelMaków. Należało ją ubrać w różowo-fioletowe motylki i gotowe.
Po ustawieniu odpowiednich kont i portali, przyszła kolej na maila. Systemowy Outlook Express nie zachęca młodzieży, za to już w Windows Live Mail można poszaleć i ustawić skórkę w kolorze delikatnego fioletu. Zdjęciami z telefonu zarządzać będzie Live Photo, z tego samego pakietu. Zastanawiałam się nad Google Picasa, ale dla Nastolatki Młodszej to zbyt skomplikowane. Ustawiłam jej za to stronkę startową iGoogle, niech się cieszy kolorowymi obrazkami. Na tej stronce, w ramach elementów edukacyjnych, okienka do słowników i Wikipedii. Niech mi potem nie mówi, że za trudno znaleźć!
Problem stanowił pakiet biurowy – potrzebny do szkoły. OpenOffice jest ciężki – można się przyzwyczaić, ale dla dziecka nieco to za trudne w obsłudze, zwłaszcza gdy trzeba pamiętać o zapisywaniu plików w trybie kompatybilności. I do tego nie zawsze działa. Tu z pomocą przyszły dwa serwisy – Google docs i … no właśnie: chmurkowy Office Microsoftu. Do tego SkyDrive, na wypadek gdyby zapomniała pendrive – 25GB wirtualnego dysku na przechowywanie własnych plików. Wszystko oczywiście za darmo, do użytku domowego i dla edukacji. Plus Spaces: blogo-konglomerat-społecznościowy. Z ustawieniami prywatności, integracją z fejsbukami, majspejsami i czym kto tam chce.
Jedynym zgrzytem był Live Messenger, który wywala się na maku, jak donosi internet z powodu jakichś czarów z Safari. Zastąpiłyśmy go Yahoo! Messengerem i zapewniłyśmy sobie kompatybilność systemu komunikacji (plus fioletową ramkę w komunikatorze!). Teraz już nie muszę drzeć się jak opętana, żeby ściągnąć Nastolatkę Młodszą na dół. Wystarczy wystukać jakieś przekonujące zdanie, np:
-Spadaj już od tego kompa, to nie zając, do jutra nie ucieknie!
-Oj jeszcze 10 minut, Maaammoooo, proszę …!
-Wyłączaj, albo Ci odetnę dostęp na routerze!
-Dobranoc Mamo!!!!!
O. I to wszystko cichutko, spokojnie, nie zakłócając ciszy nocnej. Marzenie każdego rodzica.
Jeśli zastanawialiście się do czego zmierzam tym perwersyjnym artykułem, to morał z tej opowieści jest prosty. Zestawienie systemu komputerowego dla Nastolatków Młodszych nie musi być kosztowne – ani w zakresie sprzętu, ani aplikacji. Przy założeniu oczywiście, że do grania służą dedykowane konsole do gier. No, ale to już Wasz problem;-)
Kontynuując nurt perwersyjny, polecam zapoznanie się z usługą Windows Live – poza systemem aplikacji działa również na makach, przez co staje się interesującą alternatywą dla iWork i MobileMe. Pozostałe programy również posiadają makowe odpowiedniki. Nie tylko dla dzieci, również dla Was. Polecam zatem wybranie się na letnie poszukiwania alternatyw. Internet to fajne miejsce, każdy znajdzie coś dla siebie.
Nastolatka Młodsza, zanim obrażona udała się spać poleciła by napisać, że ona też kocha komputery. Więc piszę: “Nastolatka Młodsza też kocha komputery!”
Pozdrawiam.
Szybki update w nawiązaniu do Fejsbukowej dyskusji: Do synchronizacji komputerów służy “Windows Live Sync”, który ma również swojego makowego klienta (w wersji beta). Umożliwia synchronizację nie tylko z online storage, ale również bezpośrednio pomiędzy urządzeniami, bez przechowywania plików na zewnętrznych serwerach. Program na razie tylko w języku angielskim. Dodatkowe informacje o przechowywaniu plików w sieci można znaleźć tutaj. Ciekawe zestawienie usług, w dużej mierze darmowych znajduje się na tej stronie. Materiały w linkach w języku angielskim. Dla starszych wersji PC i Mac pozostaje Mesh – nieco wolniejszy i z ograniczoną funkcjonalnością, oraz stabilna wersja Live Sync.








