Posts Tagged ‘praca’

March 24 2011 3 Comments

Przesilenie

No i przyszła. Wiosna.

Dowód pierwszy

Wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastują, że zadomowiła się na dobre. Kwiaty kwitną, ptaszki śpiewają, pająki wyłażą z dziur i plotą sieci. Jedna z pajęczyn w ogródku zwiastuje prawdziwego bydlaka – zapewne popularnego pająka ogrodowego, który zwykle osiąga wielkość sporego liścia. Całkowicie niegroźny.

W ciągu dnia grzeje piękne słoneczko, zagląda przez okna, nawołuje do zabawy. Za to wieczorem robi się zimno i mgliście. Rankiem wita nas szron na polach. Niedługo będziemy mieli typowo pustynna pogodę, gorąco w ciągu dnia, zimno w nocy. Po latach okoliczne skałki rozpadną się w proch i powstanie pustynia w samym środku Anglii. I gdzie to słynne ocieplenie?!

Dowód drugi

Wraz z nadejściem wiosny nadszedł czas, na wymiatanie zimowych zaszłości. W najbliższym czasie trzeba będzie podjąć sporo różnorakich decyzji, głównie związanych z czasem, samym w sobie. Najzwyczajniej w świecie, zaczynam się nie wyrabiać. To znaczy, nie wyrabiałam się już wcześniej, ale godziny potrafiły się jakoś rozciągnąć – zgodnie ze znaną właściwością czasu. Osiągnęłam chyba jednak punkt krytyczny, w którym zaczynam wykorzystywać dosłownie każdą wolną chwilę na pracę – łącznie z 15 minutowymi posiedzeniami w samochodzie. Zacznę niedługo prowadzić statystyki, związane z ilością znaków jakie można wystukać na klawiaturze w czasie przerwy na kawę.

Nie znaczy to, że praca nie przynosi satysfakcji – owszem, przynosi jej sporo. Ale wraz ze wzrostem zapotrzebowania na pracę “pisaną” (i płatną!), trzeba zrezygnować z części innych zajęć. To się podobno nazywa “ewolucja zawodowa”. Po przeanalizowaniu sytuacji doszłam do wniosku, że podobnie jak przed kilku laty, obstawiłam się całym wachlarzem działalności “charytatywnej”, której zupełnie nie traktuję jak pracę, za to pochłania ona strasznie dużo czasu. Taka już chyba moja dziwna natura, że na hasło “pomóż” odpowiadam zwykle “OK”. Już mi tłumaczono wielokrotnie, że nie powinnam. To musi być coś w genach – taka mutacja, która zdecydowanie utrudnia funkcjonowanie zawodowe.

Zwłaszcza, że ludzie szybko przyzwyczajają się do darowanego konia – łatwiej po prostu brać i wymagać. Co absolutnie paranoiczne – niezbyt często zdarza się to w stosunku do tubylczych kontrahentów, którzy zupełnie naturalnie przyjmują wartość świadczonych usług. Odwrotnie ma się sytuacja z polskimi układami. Na pewno duże znaczenie ma sytuacja ekonomiczna, różna w obu krajach. Jednak człowiek szybko odzwyczaja się od wszelkich kombinacji i naciągania. Usługa wykonana, rachunek wystawiony, zapłacony i zero problemu.

Trzeba więc zacząć robić wiosenne porządki, powymiatać z kątów i odzyskać odrobinę wolnej przestrzeni życiowej.

I w końcu zdecydować – iPad, czy Kindle ;-)